Dziś mam do pokazania pierwszą spódnicę, którą dla siebie uszyłam. Jest wygodna i ciepła, wykrojona na wzór podobnej, którą posiadam i cenię ;) Pas początkowo skroiłam z dresówki, ale potem uznałam, że byłby za gruby i zbyt mało elastyczny, przerzuciłam się więc na nienoszoną od dawna bluzkę szwagierki ;) Trochę przekombinowałam z wymiarami i po pierwszej przymiarce musiałam ją nieco zwęzic dlatego nie pochwalę się idealnym zejściem się szwów bocznych <za pierwszym razem było naprawdę super ;)>. Pokazuję jeszcze tylko bluzę - musiałam ponaszywac łatki, bo szkoda mi było skazywac na wyrzucenie śmiertelnie ubrudzone bluzki, które wyszły przeciez spod mojej maszyny :). Zosina bluza też ma podobne łatki, bo dziewczynki ubrudziły się w podobnych miejscach przy malowaniu drzwi od garażu, niesety Zosia za szybko się przemieszczała, żeby udało mi się uchwycic je obie na raz :)
sobota, 25 października 2014
niedziela, 5 października 2014
Czapeczki na jesienne chłody
Ostatnio zobaczyłam świetną polską inicjatywę - odpowiedznik KCW, czyli po prostu Tydzień Szycia Dzieciom. Niestety nie załapałam się na pierwszy termin, ale udało mi się wczoraj uszyc dwa bereciki dla dziewczynek. Moją inspiracją był komin i czapka z bloga Dehaef, który to komplecik jest czarujący, uroczy i bardzo dziewczęcy, ale mnie udało się ukraśc tylko inspirację guzikową ;)
piątek, 12 września 2014
Serwetki
Dziś mam do pokazania dwie serwetki. Jedną z nich zaczęłam robic już wiosną, po czym gdzieś się zgubiła i skończyłam dopiero teraz. Czerwone kwiaty zrobiłam według znalezionego w siecci wzoru, który niestety w dalszej części okazał się nieczytelny. Ale ponieważ miałam pomysł na kolorystykę takiej serwetki, postanowiłam improwizowac. Jestem bardzo zadowolona z efektu, choc wnikliwy obserwator zauważy pewne oszustwo w ostatnich rzędach :)
Druga serwetka powstała już z wzoru, jednak z braku nici, nie została wyposażona w ostatnie okrążenie. Na pewno będę ją robic jeszcze kiedyś i wtedy kupię zapas ;)
niedziela, 10 sierpnia 2014
Worek na buty, serwetka i spodnie.
Zastanawiałam się, czy upychać to wszystko w jednym wpisie, ale jak widzę, ile czasu ostatnio zajmuje mi opublikowanie czegoś, postanowiłam, że jednak lepiej pokazać wszystko na raz, niż potem zagubić w czeluściach komputerowego dysku ze zdjęciami :)
Kierując się chronologią, najpierw pokażę serwetkę, o której już wspominałam. Robiłam ją dość długo, ale użyłam cienkich nici jak na moje standardy a i średnica serwetki była spora. Wzór bardzo mi się spodobał ze względu na drobniutkie kwiatuszki pojawiające się w trzech okrążeniach i myślę, że jeszcze cieńsze nici dałyby lepszy efekt.
Kolejną rzeczą, którą chcę pokazac są spodnie uszyte dla Julki - materiał z odzysku, wcześniej był spódnicą mojej mamy, szył się całkiem nieźle, ale za to krojenie było drogą przez mękę. Spodnie noszą się dobrze, są luźne i wydają się przewiewne. Niestety Julia ostatnio odmawia pozowania, więc zdjęcia jakie są, każdy widzi.
Uszyłam dla niej też plisowaną spódniczkę na początek przedszkola, ale chyba będę musiała poczekać do września i sfotografować ją znienacka, bo inaczej się nie uda ;) Zacznę szyć więcej dla Zosi, ona ostatnio pokochała obiektyw ;)
Moje ostatnie zmagania z maszyną to uszycie worka na buty dla siostrzeńca. W tym roku on też zaczyna przedszkole, a jest miłośnikiem traktorów i koloru czerwonego, stąd mój pomysł na aplikację. Nie wszystko wyszło idealnie, ale jestem bardzo zadowolona z efektu, zwłaszcza, że prezent spodobał się obdarowanemu.
Kierując się chronologią, najpierw pokażę serwetkę, o której już wspominałam. Robiłam ją dość długo, ale użyłam cienkich nici jak na moje standardy a i średnica serwetki była spora. Wzór bardzo mi się spodobał ze względu na drobniutkie kwiatuszki pojawiające się w trzech okrążeniach i myślę, że jeszcze cieńsze nici dałyby lepszy efekt.
Kolejną rzeczą, którą chcę pokazac są spodnie uszyte dla Julki - materiał z odzysku, wcześniej był spódnicą mojej mamy, szył się całkiem nieźle, ale za to krojenie było drogą przez mękę. Spodnie noszą się dobrze, są luźne i wydają się przewiewne. Niestety Julia ostatnio odmawia pozowania, więc zdjęcia jakie są, każdy widzi.
Uszyłam dla niej też plisowaną spódniczkę na początek przedszkola, ale chyba będę musiała poczekać do września i sfotografować ją znienacka, bo inaczej się nie uda ;) Zacznę szyć więcej dla Zosi, ona ostatnio pokochała obiektyw ;)
Moje ostatnie zmagania z maszyną to uszycie worka na buty dla siostrzeńca. W tym roku on też zaczyna przedszkole, a jest miłośnikiem traktorów i koloru czerwonego, stąd mój pomysł na aplikację. Nie wszystko wyszło idealnie, ale jestem bardzo zadowolona z efektu, zwłaszcza, że prezent spodobał się obdarowanemu.
wtorek, 17 czerwca 2014
Sukienki
Długo mnie nie było, ale to nie znaczy, że nic w tym czasie się nie działo. Wprost przeciwnie :) Skończyłam studia podyplomowe, które sprawiłły mi ogromną przyjemnośc, troszeczkę popracowałam szydełkiem, ale klasycznie robótka czeka drugi tydzień na krochmalenie, może niedługo się nad nią zlituję, tymczasem robię już następną ;). Tydzień przed ostatnim zjazdem mieliśmy wesele i ambitnie postanowiłam uszyc dziewczynkom sukeinki, które chcę dzisiaj pokazac.
Kiedy byłam w pierwszej ciąży, obiecywałam solennie sobie i otoczeniu, że nie będę, jeśli dzidziuś okaże się dziewczynką, kupowac mu różowych ubranek. Pierwsze sukienki, które uszyłam dziewczynkom są chichotem losu - tak różowe, że już bardziej się chyba nie dało. I to wcale nie dlatego, że nagle uznałam (albo dziewczynki), że różowy jest jednak hitem. Po prostu dostałam od cioci kilka kuponów materiałów i te dwa, które użyłąm były najbardziej dziecięce, pozostałe są piękne, ale jeszcze nie wiem, jak je wykorzystam :) Ponieważ nie szyłam nigdy niczego tak poważnego jak sukienka na wesele (a tym bardziej dwie ;)), postanowiłam wykorzystac materiały, których koszty mnie nie dołują, gdyby coś poszło nie tak. Wykrój to forma odrysowana od bluzek dziewczynek, dół sukienek to koło. Pierwszą sukienkę na przemian szyłam i prułam, bo jakoś sobie nie poukładałam w głowie etapów szycia, druga natomiast poszła dużo sprawniej :) Miałam zamiar podszyc je zwyszajnie, ale materiał się rozjeżdżał, więc kupiłąm białą lamówkę, która fajnie złamała ten jednostajnie różowy kolor. Dokupiłam też białą tasiemkę dla kontrastu, ale nie doszyłam już szlufek na pasek, więc tasiemka latała sobie swobodnie tam gdzie chciała, zamiast siedziec grzecznie tam, gdzie ja wyobrażałam sobie, że będzie :P
Kiedy byłam w pierwszej ciąży, obiecywałam solennie sobie i otoczeniu, że nie będę, jeśli dzidziuś okaże się dziewczynką, kupowac mu różowych ubranek. Pierwsze sukienki, które uszyłam dziewczynkom są chichotem losu - tak różowe, że już bardziej się chyba nie dało. I to wcale nie dlatego, że nagle uznałam (albo dziewczynki), że różowy jest jednak hitem. Po prostu dostałam od cioci kilka kuponów materiałów i te dwa, które użyłąm były najbardziej dziecięce, pozostałe są piękne, ale jeszcze nie wiem, jak je wykorzystam :) Ponieważ nie szyłam nigdy niczego tak poważnego jak sukienka na wesele (a tym bardziej dwie ;)), postanowiłam wykorzystac materiały, których koszty mnie nie dołują, gdyby coś poszło nie tak. Wykrój to forma odrysowana od bluzek dziewczynek, dół sukienek to koło. Pierwszą sukienkę na przemian szyłam i prułam, bo jakoś sobie nie poukładałam w głowie etapów szycia, druga natomiast poszła dużo sprawniej :) Miałam zamiar podszyc je zwyszajnie, ale materiał się rozjeżdżał, więc kupiłąm białą lamówkę, która fajnie złamała ten jednostajnie różowy kolor. Dokupiłam też białą tasiemkę dla kontrastu, ale nie doszyłam już szlufek na pasek, więc tasiemka latała sobie swobodnie tam gdzie chciała, zamiast siedziec grzecznie tam, gdzie ja wyobrażałam sobie, że będzie :P
Niestety zdjęc mam raczej niewiele, bo jak zwykle wyjście z domu zajęło nam więcej czasu niżbyśmy chcieli, a już w trakcie wesela i po sukienkki nie nadawały się do fotografowania ;)
czwartek, 22 maja 2014
Słowo się rzekło...
sukienka u płotu :) Dostałam od teściowej spódnicę z poprzedniej epoki, bo może uda się na coś ją przerobic. I udało się. Materiał (śliski i w sumie dośc paskudny w szyciu, ale za to w ładny, kwiatowy wzór) wykorzystałam do granic możliwości, zostały mi tylko minimalne skraweczki, których już nie da się do niczego użyc. Oryginalna spódnica miała długośc do połowy łydki i była dośc mocno zmarszczona, więc materiału starczyło jeszcze na spódniczkę. Do jej uszycia użyłam góry spódnicy, odcięłam tylko odpoiwedni kawałek (razem z gumką) i przeszyłam. Z sukienką był więcej zabawy, bo oczywiście wykrój powstawał w trakcie szycia, a materiał musiałam spinac szpilkami (czego zwykle nie robię, jeśli tylko nie muszę), ale obie rzeczy były gorowe w mniej niż dwie godziny :)
Oczywiście przeszły test bojowy:
Na tym zdjęciu Zosia ma minę jak Stańczyk, albo "Melancholik" Weissa. I pomyślec, że słońce, spacer, karuzela... :D
Oczywiście przeszły test bojowy:
Na tym zdjęciu Zosia ma minę jak Stańczyk, albo "Melancholik" Weissa. I pomyślec, że słońce, spacer, karuzela... :D
wtorek, 20 maja 2014
Spodnie z punto i mini serwetka na szydełku
Materiał kupiłam z myślą o uszyciu leginsów, ale w domu stwierdziłam, że jest na to trochę za gruby i uznałam, że bezpieczniej będzie z niego zrobic spodnie dresowe. Wykrój odrysowałam od leginsów Julki, dodałam klin z fioletowej dzianiny, który teraz bardzo mi się podoba, ale przy wszyswaniu przyprawiał mnie o fukanie i złorzeczenia w jego kierunku :) Spodnie są bardzo praktyczne i wygodne, zamierzam uszyc przynajmniej jeszcze jedne takie (no, chyba, że uprzedzą mnie upały i będę musiała raczej rozważyc jakąś sukienkę ;))
Serwetkę poniżej zrobiłam już dawno, ale nie zrobiłam jej porządnych zdjęc. Jak widac ten stan się nie zmienił, więc pokazuję ją na byle jakim zdjęciu i postanawiam poprawę w sprawie fotografowania obiektów, które mi nie uciekają ;)
Namęczyłam się nad nią długo, bo to było moje pierwsze podejście do pęczków, ale bardzo mi się podoba, jest w pewien sposób trójwymiarowa, maleńka i urocza :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





